Pierwsze koty za płoty – spódnica z koła

Miałam nie pisać o swoim projekcie Handmade, ale kiedy dwa dni temu zobaczyłam zdjęcie swojej spódnicy na Blogu Joulenka postanowiłam, że jednak opublikuje proces jak i rezultat końcowy.
To jest duży przełom, ponieważ uszyłam coś sama, przepraszam byłabym okropna gdybym nie wspomniała o Pani z pasmanterii oraz mojej mamy, które przybliżyły mnie do jej zrealizowania.
Zacznę od początku, kiedy chyba na przełomie października i listopada pojawiła sie do kupienia w Lidlu maszyna, uznałam że to jest znak, musze ja kupić i zacząć wkońcu szyć – po mimo ze nigdy wcześniej nie próbowałam. Chciałam sprawdzić czy posiadam ukryty talent po swojej świętej pamięci babci.
Widziałam, na rożnych forach jak ludzie publikują swoje uszyte ubrania, podpisujac sie pod nim:
„(…) kupiłam, uszyłam i jest to bardzo proste”. Jednak kiedy wzięłam kawałek materiału i chciałam sprawdzić jak działa moja maszyna, to już nie było takie proste jak piszą. I zastanawiało mnie pytanie, czy Ci wszyscy ludzie są tacy genialni, że widzą pierwszy raz na oczy maszynę, siadają i szyja cuda, a ja jestem doniczego? Czy jednak troche przerysowują swoja rzeczywistość i piszą tak by czuć sie komfortowo i być podziwianym przez liczne grono odbiorców?
Stwierdzam jednak z własnej autopsji, ze trochę chyba ubarwiają własną rzeczywistość i łechcą swoje ego, oczywiscie nie chce tu nikogo obrazić, bo może jest ktoś niezwykle utalentowany, że intuicyjnie wie co z czym się je i spod igły wychodzą cuda, ale to chyba wyjątki.
Dobra wracam do swojej spódnicy i cieszeniem się jak dziecko kiedy po nieprzespanych nocach, złych niciach czy złamanych igłach efekt jest imponujący( zapewne tylko dla mnie, bo Ty drogi czytelniku możesz uszyć ją lepiej, ale dla mnie jak dla matki, która urodziła swoje dziecko mówi, że jego dziecko jest najpiękniejsze, tak dla mnie wspaniała jest ta spódnica:-p).
Szyłam, z zamierzeniem, że włożę ją w Wigilie, ale niestety rzeczywistość bywa zaskakująca i nie jest taka jaką sobie zaplanujemy.
Kiedy dowiedziałam się jak skroić, co okazało, sie że nie jest to takie proste na pierwszy rzut oka. Na szczęście Pani wyjaśniła mi to na prawdę w prosty przejrzysty sposób, bez korzystania ze wzoru na średnice koła, bo gdybym posiłkowała sie tym sposobem to w moją spódnice zmieściłyby sie dwie takie Kaśki. Średnica wg książkowego wzoru, którą polecają niektóre blogerki wynosiłaby ponad 12 cm a moja to 10cm. Niby niewielka różnica, ale jednak po przyłożeniu jej wyszłaby zdecydowanie za szeroka w pasie.
Złożyłam materiał na cztery części, w miejscu łączenia materiału odrysowalam łuk o średnicy 10cm i długości 60cm. Narysowalam mydełkiem punkty, które pózniej je z sobą połączyłam, dzieki czemu otrzymałam luk długości spódnicy 60cm. Przystąpiłam do cięcia.
W pierwszym projekcie nie obcięłam boków, ponieważ miała być na gumce, ale wiecie jak to jest apetyt rośnie w miarę jedzenia. Będąc jeszcze nieświadoma ile pracy musze w nią włożyć zdecydowałam, że ambitniej będzie gumkę zastąpić zamkiem oraz wstawić kryte kieszenie.
Mama od razu odradzała, że rzucam się trochę na głęboką wodę, ale jak to ja muszę sobie zawsze wszystko utrudniać. Dzielnie trzymałam sie swojego planu.

image
*** Pierwszy zarys spódnicy ***

Z obszpilkowaniem kroju nie miałam większego problemu, ale schody zaczęły sie kiedy chciałam połączyć ładnie zamek z jedną z kieszeni. Kiedy wszystko dopięłam, i zabierałam się do zszycia elementów tu nastąpił problem, bo zapomniałam jak to wszystko wyglądało. Czasami miałam ochotę rzucić to wszystko i powiedzieć sobie, że jednak nie jestem do tego stworzona. Jednak po mimo chwil zwątpienia i ciągle napotykających mnie przeszkód:
zrywająca się dolna nić, odmawiająca posłuszeństwa szycia maszyna, a kiedy już załapałam kilka ściegów to igły się złamały i zostałam z jedną.
Podczas tworzenia pomogła mi moja spódnica z Mohito, która miała zamek i kieszenie, była moją inspiracją.

image

                                   *** na podstawie tej spódnicy uszyłam swoją ***

Zrobiłam próbę zszycia zamka do skrawka materiału, bo obawiałam sie, że mi nie wyjdzie.

 *** wszyłam zamek po mimo, że nie wiedziałam i do tej pory właściwie nie wiem jak prawidłowo sie go wszywa dzieki stopce od zamków ***

Na szczęście wyszło mi idealnie (przynajmniej tak mi sie wydaje😜). Dostałam nagle skrzydeł do dalszej pracy, udało mi sie zszyć jedną stronę spódnicy, a z drugą miałam niestety problem, gdyż nie wiedziałam jak połączyć zamek z kieszenią tak żeby wyglądała dobrze.

A u mnie nie wyglądała transparentnie, ponieważ okazało się że wyszłaby krzywo jak bym ją źle skroiła na samym początku. Dodatkowo jeszcze, ta kieszeń wyszła jak worek co widoczne jest na powyższym zdjęciu.

Jadąc na Święta do domu myślałam, że mama poprawi mi to co zrobiłam niewłaściwie, zszyje i będzie po robocie. Niestety obie nas to przerosło. Wyprułyśmy zszytą jedną stronę i zszyłam ją bez kieszeni. Zostawiłam miejsce na zamek, przeszyłam go tuż po Świętach w Sylwestra, niestety presja czasu mi przeszkodziła i trochę niechlujnie wszyłam, na szczęście do paska doszyłam guzik, który w efekcie końcowym zakrywa małą niedoskonałość.

image

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

*** finalnie prezentuje się tak jak na slajdzie powyżej ***

Może nie wyszła dokładnie tak jak sobie wymarzyłam, ale jestem z siebie i ze swojej ciężkiej, żmudnej pracy zadowolona. Wiem, że jestem wstanie po mimo przeciwności uszyć i osiągnąć wszystko czego pragnę. To wyzwanie było sprawdzianem nie tylko umiejętności krawieckich, ale i samej siebie. Dało mi siłe do dalszych życiowych planów. Małymi kroczkami dojdziemy do celu.

Pozdrawiam, życze milego weekendu. Ściskam, Kasia.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s